niedziela, 22 kwietnia 2012

Zimą na cmentarzu

Dawno nie pisałam, ale nie miałam weny. Tak to właśnie czasem bywa, że się nie chce, że brak czasu, a przede wszystkim pomysłu na ciekawą historię. Zima za pasem, ale ja chciałabym wspomnieć o zimowych odwiedzinach na cmentarzu.

Zimą zazwyczaj jest śnieg. Często przeszkadza on nam w odnajdywaniu grobów bliskich czy dalszych krewnych, szczególnie gdy płyty nagrobne są leżące. Wtedy właściwie możemy obejrzeć nagrobki pod kołderką, skądinąd pięknie wyglądające, ale nie pozwalające nam na odczytanie czegokolwiek.

Nowogródek, Białoruś

Czasem jednak śnieg staje się naszym wielkim sprzymierzeńcem i pozwala odczytać napisy, które są prawie niewidoczne o każdej innej porze roku. Podobno świetnie można wesprzeć się białą kredą właśnie na zasadzie śniegu, ale muszę przyznać, że choć wożę w samochodzie kredę, jeszcze nie stosowałam tej metody. A więc pozostaje śnieg. Ważne jest, żeby przecierać śniegiem napis tylko w jednym kierunku, tak aby mieć pewność, że śnieg pozostawiony we wgłębieniach liter nie wypadnie.

Kołomyja, cm. katolicki - przed i po "malowaniu"

Ale to tylko metoda...
Najważniejsze, żeby znaleźć takich "wariatuńciów", którzy będą "biegali" po cmentarzu w mrozie i w śniegu.

Pamiętam wyprawy z moim kolegą genealogiem Marcinem, kiedy to w 20-stopniowym mrozie, w śniegu po kolana, brodziliśmy na cmentarzach wschodniej Galicji. Po powrocie do samochodu marzliśmy, suszyliśmy się przy włączonej klimatyzacji i dopiero wtedy zaczynaliśmy czuć, że na dworze jest zimno. Na cmentarzach grzała nas radość przebywania tam i odkrywania kolejnych polskich nagrobków.
Na cmentarz wchodziliśmy razem, ale zaraz za bramą rozdzielaliśmy się na zasadzie - panowie na prawo, a panie na lewo. I zaczynaliśmy "polowanie" z aparatem w ręku i wypiekami na twarzy ;)

Stary Sambor, woj. lwowskie
Radość mąciło nam tylko znalezienie takiego nagrobka:

Bolechów, woj. stanisławowskie
                                                  ...bo to znaczyło, że któreś z nas dotarło tu wcześniej.


                                                            *                 *                 *

W zeszłym roku pierwszy w sezonie zimowym śnieg dopadł mnie właśnie na cmentarzu. Wszędzie było sucho, nikt się śniegu nie spodziewał i właściwie nikt go nie widział. Spadł tylko w jednym miejscu, w ciągu jakiś 2-3 godz. i to na chwilę - w Sokolnikach pod Lwowem i  skutecznie zasypał cmentarz. W pobliskim Lwowie dziwiono się mi, że opowiadam dyrdymały o śniegu, którego przecież nie ma. Ale był, naprawdę... uwierzcie  ;)

Sokolniki

Natomiast w tym roku trafiłam na kilka ciekawych cmentarzy na nieznanej mi bliżej Białorusi. Zachwyciłam się tamtejszymi cmentarzami, ponieważ nie spodziewałam się tylu polskich nagrobków. Oczywiście było pięknie, słonecznie, ale temperatura około -21 st. C. Przy takiej pogodzie człowiek już nie marznie, tylko zastanawia się czy kiedykolwiek było cieplej. Z jednej strony paluszki grabieją przy robieniu zdjęć, a z drugiej strony jest tak ciepło, że można chodzić bez czapki. I tyle grobów do sfotografowania ;)

W Żyrmunach w pow. lidzkim natrafiłam na cmentarz z ponad 700 polskimi nagrobkami. W Szczuczynie znalazłam pomnik polskich żołnierzy AK poległych w obronie Ziemi Szczuczyńskiej 29 kwietnia 1944 r., który bardzo mnie podbudował, a w Sudnikach niedaleko Nieświeża odnalazłam cały cmentarz poszukiwanego przeze mnie nazwiska Sudnik - Hrynkiewicz. Podaję, bo może ktoś się odezwie ;)

Żyrmuny
Szczuczyn
Sudniki

A teraz przywitamy wiosnę... ;)

środa, 11 stycznia 2012

Rodzinnie...

Skoro zaczęłam już skupiać się na opowieściach rodzinnych, warto powiedzieć, że prawie w każdym większym mieście Polski (i w paru mniejszych miejscowościach) mam na cmentarzu kogoś z rodziny. Oczywiście kwestię rodziny można traktować w najróżniejszy sposób. Ci najbliższi, Ci trochę dalsi, po mieczu i po kądzieli... etc. Ja muszę przyznać, że mam rodzinę wielką i szeroką, a jak śmiał się swego czasu mój Tatuś... co druga osoba spotkana przed wojną w Warszawie to na pewno rodzina ;)

Może aż tak źle nie jest, ale jestem bardzo rodzinna i dobrze mi z tym ;)

Najstarszym moim przodkiem, którego płytę nagrobną sfotografowałam jest mój prapraprapradziadek Ludwik Szweycer, zmarły w 1935 r. w Drzazgowej Woli, pochowany w Będkowie. Jego dzieci to m.in. Ewa za mężem hr Karolowa Skarbkowa, której imię stało się przyczynkiem do nazwania kolonii Ewcin, jak również mój 3xpradziadek Wincenty Szweycer.




Ludwik Stronczyński zm. 17.7.1835 r.

W niedalekim Piotrkowie Trybunalskim leży natomiast mój praprapradziadek po kądzieli mojej Mamy - Kazimierz Stronczyński wraz ze swoją małżonką Klementyną z Bentkowskich. Kazimierza pasje mam w genach - myślę, że po nim jestem archeologiem, numizmatykiem i mam tę pasję ocalania od zapomnienia. On jako współzałożyciel i pracownik Komisji Starożytności większość swojego życia poświęcił na opracowywanie zabytków i ewidencjonowanie ich. Jego systematyka monet piastowskich do dziś nie ma sobie równych. Fajnie by było, żebym kiedyś dorównała przodkowi, bo to że go mam, to już nie moja zasługa.


Kazimierz Stronczyński zm. 10.11.1896 i Klementyna z Bentkowskich zm. 1.4.1886 r.
Kolejnym przodkiem na liście powinien być zarówno Wincenty Szweycer leżący w Rzeczycy k/Tomaszowa Mazowieckiego, jak i paru innych praprapra i prapra dziadków, ale niestety albo nie mam ich zdjęć, albo wręcz nie wiem gdzie leżą - szczególnie ze strony Taty. A więc, aby było po kolei dochodzimy do moich kolejnych 3xpradziadków. Michał i Antonilla z Wężyków Oksza - Orzechowscy leżą na warszawskich Powązkach - mam ich wspólnych z całą dużą rzeszą potomków, gdyż moja prababka - ich wnuczka była jedynaczką, a po ojcu i matce (córce Michała i Antonilli) miała mnóstwo ciotecznego rodzeństwa. I dzięki Bogu, z większością potomków tych dzieci (a było ich 31) utrzymujemy wzajemne kontakty do dnia dzisiejszego. :)



Była wspomniana córka Michała i Antonilli... otóż Zofia z Orzechowskich, za mężem Aleksym Dzik - Kożuchowskim - moi prapradziadkowie leżą wraz ze swoją córką Marią Benigną Kożuchowską 1 voto Radziszewską 2 voto Szweycerową - moją prababką, a także jej mężem, a moim pradziadkiem Januszem Szweycerem i dwoma synami obojga Zbyszkiem i Staszkiem (poległymi w Kampanii Wrześniowej 1939 r.) w Łasku.


Natomiast moi pradziadkowie od strony Taty leżą w Krzeszowicach i w Tenczynku. Wstyd się przyznać, ale nie mogę znaleźć zdjęcia z Tenczynka grobu moich pradziadków Edwarda i Heleny dd. Kluz Merklingerów. W Krzeszowicach natomiast leżą rodzice mamy mojego Taty - Maria z Piętakiewiczów i Wojciech Wykowie.



Kolejni moi pradziadkowie - Maria dd. Mochlińska i Karol Stronczyńscy leżą w kw. nr 275 na warszawskich Powązkach. W ich grobie leży ich córeczka Zosia zmarła "w kołysce" w 1905 r., są 2 groby symboliczne ich synów - jeden Władysław zginął podczas służby w RAFie w 1941 r., drugi Konstanty przeżył wojnę, ale nie wrócił już do Kraju. Zmarł w Buenos Aires.
W tym grobie od 28 grudnia 2007 roku leży też mój Tatuś, dlatego jakoś niechętnie fotografuję ten akurat grób...

Dziadkowie:

Jak to zwykle bywa mam ich dwie pary, czyli czworo ;)

Rodzice mojej Mamy leżą w Alei Zasłużonych cmentarza Miłostowskiego w Poznaniu:



Hanna ze Stronczyńskich zm. 22.7.1996 i Andrzej Szweycer zm. 11.09.1990 r.


Babcia Basia Merklingerowa zmarła również w Poznaniu, dlatego też znajduje się w niedalekiej odległości:


Barbara Merklinger z d. Wyka zm. 5.7.1997 r.
 Dziadek Stanisław Merklinger natomiast zmarł dużo wcześniej, niestety w młodym wieku i w miejscu pracy -jest pochowany w głównej alei cmentarza wojskowego w Łodzi. Zmarł 25.8.1985 r. i choć byłam wielokrotnie na jego grobie, zdjęcia nie mam.

To tyle na dziś... ciąg dalszy nastąpi, bo grobów rodzinnych jest jeszcze cała masa... w Warszawie, Opolu, Poznaniu, Krakowie, w Anglii i w innych polskich, mniejszych miejscowościach, czy wioskach.

wtorek, 10 stycznia 2012

Dwukrotnie na Służewcu

Na Służewcu w Warszawie nigdy wcześniej nie byłam. Wstyd się przyznać, bo leży tam siostra mojego Dziadzi -Janina Szweycer - Grupińska wraz ze swoim mężem Julianem.

Wybrałam się tam z moją Basią w Sylwestra, żeby trochę pofotografować i mieć nowy materiał do opracowania i z przyjemnością zauważyłam, że i na tym cmentarzu znajdują się przedwojenne nagrobki. Może to moja indolencja sprawiła, ale myślałam, że wszystkie groby na tamtejszym cmentarzu będą powojenne.



Na szczęście okazało się, że się myliłam. Jest tam całkiem sporo grobów przedwojennych, a więc właściwych dla mnie i moich poszukiwań ;)

Oczywiście, skoro wybrałyśmy się z Basią, to natychmiast zaczął intensywnie padać śnieg i o żadnym poważnym fotografowaniu nie mogło być mowy. Nie wiedziałam również, gdzie dokładnie znajduje się grób Cioci, tak więc przyniesiony przez nas znicz spoczął na grobie Dzieci Nienarodzonych (w tym i mojego Bąbelka) :)



Po Nowym Roku wybrałam się któregoś dnia z powrotem na ten cmentarz, szzcególnie że jest to cmentarz najbliższy mojemu domowi, a ja przecież "cieszę się życiem na cmentarzach" ;) Miałam zamiar odnaleźć w końcu grób Cioci i bardziej uporządkowanie pofotografować. Jak to zwykle bywa, udało się wszystko wyśmienicie. Ciocię i nie poznanego nigdy Wujka znalazłam dzięki wskazówkom Mamy:


Z historii rodzinnych wiem, że wujostwo "wystukali" siebie, siedząc w więzieniu za Komuny, za pracę niepodległościową.

W każdym razie na cmentarzu zrobiłam z 400 zdjęć, a przy okazji spotkałam pewnego miłego pana, który przestrzegł mnie przed zbytnim przebywaniem na cmentarzach, bo potem duchy zmarłych z którymi obcuję mogą mi robić dziwne i niemiłe czasem psikusy :)))

czwartek, 8 grudnia 2011

Wołyńskie zagadki rodzinne

Dostałam dziś list, wiadomość jakby zza grobu. Napisała do mnie znajoma pani, dla której kiedyś wyszukiwałam informacje. Okazało się, że w jej rodzinie występuje nazwisko Rohozińska, które obecne jest także i w mojej rodzinie.

A było to tak... Leokadia Rohozińska wyszła za Juliana Mochlińskiego w 1836 r. w Lubomli. Ich syn, a mój prapradziadek Konstanty Mochliński też prawdopodobnie tam się urodził, ale gdzie i kiedy zmarł - tego nie wiem. Konstantemu, za udział w Powstaniu Styczniowym, skonfiskowano majątek, a jego wysłano na Sybir. Gdzie był ten majątek - nie wiem, być może właśnie Luboml.

W każdym razie sprawdziwszy kiedyś gdzie leży Luboml, wybrałam się tam na cmentarz.


Luboml

Miałam szczęście, bo akurat nad Lubomlą i okolicami przechodziły burze. Ale jak byłam na cmentarzu to ani kropla deszczu nie spadła, choć wokół dochodziły gniewne pomruki chmur. Przodkowie zadbali, żeby piorun mnie nie trafił, ani żebym nie zmokła podczas poszukiwań. Jak tylko wsiadłam do samochodu, to rozpętała się taka burza, że woda płynęła ulicami Lubomli ;)

Cmentarz jaki jest - każdy widzi :) Bujna roślinność na pewno zasłoniła część płyt. Rodzinnych nazwisk nie znalazłam, choć raczej na pewno ktoś kiedyś został tam pochowany, jak np. brat Konstantego, urodzony w Lubomli, zmarły jako nastolatek. Jeszcze kwestia dotarcia do metrykaliów - ale wiadomo, szewc bez butów chodzi. ;)

Może tu leży ktoś z "moich"?
 3x prababcia - Leokadia z Rohozińskich Mochlińska zmarła w Strzylczach w pow. horochowskim. Tam majątek miał Ludwik Mochliński - kuzyn męża Leokadii. Kościół, parafia i cmentarz właściwy dla Strzylczy był w Horochowie i tam zapewne złożono zacne zwłoki Leokadii - mojej 3x prababki.

Cmentarz w Horochowie działa, choć stara polska część jest zrównana z ziemią :( Od czasu do czasu, po deszczu, kiedy ziemia się osuwa, "wychodzą" spod ziemi leżące polskie tablice nagrobne. Trzeba by wykopalisk, żeby natrafić na coś.

W każdym razie nie wiemy jak wyglądał cmentarz w połowie XIX wieku, kiedy umarła Leokadia. Na obecnej - greko-katolickiej części cmentarza stoi zrujnowana już duża kaplica nagrobna o przedwojennych korzeniach. Idąc tym tropem można zastanawiać się czy nie jest to właśnie nagrobna kaplica rodziny Mochlińskich herbu Kotwicz. Zobaczcie sami...





Najgorsze, że już pewnie nigdy się nie dowiemy kto tam leży. Ale za to są już wiadomości z ks. metrykalnych z Horochowa, które wskazują, że zmarło tam wielu członków rodziny, z różnych pokoleń i o różnych nazwiskach. Tak więc jeśli nie jest to dokładnie grób mojej 3x prababki, to pewnie leżą tu kuzyni mojego prapradziadka. W każdym razie jakaś rodzina i znicz im się należy ;)

Wracając do Konstantego - syna Leokadii. Wrócił z Sybiru, ożenił się z Karoliną z Chrzanowskich i mieli jedno dziecko - moją prababcię Marię. Jak Marysia miała 5 lat jej tata (Konstanty) umarł. Gdzie zmarł i gdzie leży nie wiem. Jak Marysia miała lat 12, zmarła jej mama. Też nie mam pojęcia gdzie jest pochowana, czy z mężem czy też gdzie indziej. Marysia urodziła się w Dzurynie w ZSRR - wg jej aktu zgonu. Są dwa Dzuryny - jeden w pow. buczackim, a drugi w pow. winnickim. Trzeba będzie odwiedzić tamtejsze cmentarze, choć rodzinie bardziej prawdopodobną lokalizacją wydaje się pow. winnicki.
Dlaczego Marysia urodziła się w pow. winnickim? Konstanty stracił majątek po Powstaniu, może to były rodzinne tereny jej matki? Jeszcze tego nie wiem.

Ostatnio jednak na coś natrafiłam... Pewnie to błędny trop, ale...
byłam w październiku na Litwie, oczywiście również na cmentarzu na Rossie. Fotografowałam nagrobki i w pewnym momencie natrafiłam na pojedynczy grób. Był to nagrobek niejakiego Konstantego Muchlińskiego.

Teoretycznie ten Konstanty nie ma nic wspólnego z moim prapradziadkiem, ale:
  • Mochlińscy kiedyś nazywali się Móchlińscy... tylko gdzieś w czasie stracili kreseczkę,
  • od Móchlińskich do Muchlińskich już nie jest tak daleko, szczególnie w wymowie,
  • wg rodzinnych wiadomości Konstanty zmarł jak Marysia miała 5 lat. Skoro Marysia urodziła się w 1879 r. to Konstanty musiał umrzeć około1884 roku.
A co jeśli nie umarł?? Wiadomo, że wrócił z Sybiru schorowany - ale na co chorował nie wiemy. A jeśli na przykład stracił zmysły i odszedł od rodziny? "Poszedł w długą" jakbyśmy to dziś kolokwialnie nazwali? Co się wtedy mówi 5-letniemu dziecku? Że tatuś nas już nie chce czy raczej że umarł? Może tak właśnie było?

Wilno, cm. na Rossie
 Ten Konstanty Muchliński zmarł 13 września 1916 r. w wieku lat 71. Oznacza to, że urodził się w 1845 roku. Jeśliby to był ten właściwy Konstanty, to mógłby już brać udział w Powstaniu Styczniowym w wieku lat 18.
Nic więcej o tym Konstantym nie wiadomo. Muszę poszukać przy okazji jego metryki w Wilnie. Jakby ktoś coś wiedział lub miał dostęp do ks. metrykalnych z Wilna, to również proszę o informacje.

Pewnie za tydzień uda mi się odwiedzić jeszcze Krasiłówkę, parafii Stawiszcze gdzie był rodzinny majątek kuzynki "mojego" Konstantego - Anny Mochlińskiej, znanej jako s. Immaculata - Zmartwychwstanka, przyjaciółka bł. Celiny Borzęckiej, która podobno opłacała naukę osieroconej Marysi w Szkole Pedagogicznej hr. Plater-Zyberk w Warszawie pod koniec XIX wieku.

cdn...

środa, 7 grudnia 2011

Kuniccy z Podola

Ponad dwa lata temu pierwszy raz pojechałam na Ukrainę. Jadąc z Czortkowa do Kamieńca Podolskiego postanowiłam przejechać przez Husiatyn - miasto graniczne II RP z granicą na Zbruczu.

Przejeżdżając przez wioskę Wasylkowce, zatrzymałam się na jej krańcu, gdzie znajduje się cmentarz. Cmentarz ten szokuje, robi piorunujące wrażenie niemal na każdej osobie.

Wasylkowce

Oczywiście zapuściłam się na cmentarz i pofotografowałam co się dało. Znalazły się tam między innymi nagrobki rodziny Kunickich. Po powrocie opublikowałam zdjęcia na jednym z portali genealogicznych.
Niedługo później skontaktował się ze mną pan Edmund Kunicki, syn sekretarza gminy z Wasylkowiec. Był wzruszony, gdyż zupełnie niespodziewawszy się, znalazł zdjęcia nagrobków rodzinnych w Internecie... czyli moje zdjęcia z Wasylkowieckiego cmentarza.

Pan Edmund wyjechał z rodzicami z Wasylkowiec w wieku 13 lat w 1945 roku i nigdy tam nie powrócił. Wyjeżdżając zostawił m.in. zadbany grób babci. Przez wiele lat znajomi opiekowali się tym grobem, aż któregoś dnia kontakt się urwał i nie wiadomo było dlaczego.

I po 66 latach pan Edmund po raz pierwszy znów zobaczył grób babci.

Waleria z Niżyńskich Dubińska
 Oczywiście grób nie jest w idealnym stanie, ale nadal stoi. Nadal jest gdzie zapalić znicz na grobie kochanej babci.


Nasze wzajemne kontakty mailowe przerodziły się w pomysł, żeby wrócić do Wasylkowiec. A ponieważ ja takie zindywidualizowane wyjazdy organizuję, to idea zaczęła się powoli krystalizować. W 2010 r. wyjazd nie doszedł do skutku, ale w tym roku wszystko zostało dopięte na ostatni guzik i wyjazd mógł się odbyć :)

Pojechaliśmy w sierpniu br na Ukrainę, na Podole, z pierwszym noclegiem we Lwowie, a kolejnymi w Czortkowie, Stanisławowie i wracając znowu do Lwowa.
Pan Edmund przypominał sobie znajome miejsca - Czortków, gdzie mieszkała rodzina, Kopyczyńce, w których stacjonował wujek w KOPie, a następnie same Wasylkowce. Odnaleźliśmy dawnych przyjaciół, spędziliśmy miło czas.



 A potem oczywiście powrót na cmentarz :) Tylko że ja po zaledwie dwóch latach, a pan Edmund - po 66 latach.




Jak widać cmentarz jest uporządkowany. Widać również jak bardzo pora roku zmienia aurę cmentarza, jak go porządkuje czy ubogaca swoją kolorystyką. Ten wyjazd zdecydowanie polepszył pierwsze wrażenia cmentarza w Wasylkowcach, smutnego pola w brązowych barwach.


Byliśmy również na cmentarzu w Czortkowie, gdzie pochowana była dalsza rodzina. Niestety nie znaleźliśmy krewnych pana Edmunda - za dużo jest już grobów bezimiennych. Ale ku zaskoczeniu pana Edmunda natrafiliśmy na groby Kunickich - pisanych zarówno po polsku jak i cyrylicą.


Tak więc badania genealogiczne celem dołączenia "nowych" Kunickich do rodziny nadal nie zakończone. ;)

Jeśliby kto miał ochotę poczytać "Moje Wasylkowce" pana Edmunda Kunickiego to zapraszam na stronę:

http://www.legion.naklo.pl/wasylkowce/

Hardcore'owo ;)

W listopadzie wybrałam się na moją ukochaną Ukrainę.
Mój hardcore'owy dzień wcale nie wydawał mi się ciężki, choć dla wielu osób takowy mógłby się wydawać ;) W każdym razie, rano wyjechałam ze Stanisławowa i ruszyłam na północ, drogą przez Halicz i Bursztyn do Rohatyna, gdzie w miejscowym ZAKSie miałam sprawy do załatwienia.

Gdy wyjechałam ze Stanisławowa było piękne słońce i lekko przymrożona ziemia pierwszym zimowym szronem. Tuż pod Bursztynem nagle wjechałam w mleko. Nie było absolutnie nic widać na ok. 50 m. A więc bardzo wolna jazda i dużo przyjemności ze zmiany pogody. Nie wszyscy wiedzą, że Bursztyn leży nad jeziorem, stąd też opary zalegające miasto.
Dwa lata wcześniej byłam na cmentarzu w Bursztynie, ale wtedy w zimie i nie sama, a więc i część nagrobków nie trafiła do mojej kolekcji. Tak więc postanowiłam się i tym razem zatrzymać. Nie wiedziałam tylko jak uda mi się "biegać" po cmentarzu we mgle.

Bursztyn


Na szczęście nagrobki były widoczne, a pobliska cerkiew długo osnuta była delikatnym tiulem mgły.

Przepiękne były też nagrobki żelazne oszronione pierwszym mrozem.

Bursztyn

Po zrobieniu kilkuset zdjęć pojechałam dalej, do oddalonego o ok. 35 km na północ Rohatyna. Załatwiłam urzędowe sprawy, a następnie zagadnęłam spotkanego na ulicy starszego pana o stary cmentarz. Podprowadził mnie na miejsce, po drodze gawędziliśmy, a następnie pożegnał mnie słowami: "Niech żyje Józef Cyrankiewicz!". Trochę wstrząśnięta (nie zmieszana ;) ) ruszyłam uliczką pod górę - na cmentarz.


Rohatyn

Cmentarz, jak to widać na zdjęciu, nie wyglądał na specjalnie stary. Wiedząc, że istnieją jeszcze 2 inne cmentarze w Rohatynie, myślałam że to jednak niewłaściwa lokalizacja, ale przecież jak już jestem to zajrzę i tu ;) A tam, jak to zwykle bywa... zaskoczenie. Są stare groby, są Polacy lub osoby pochodzenia polskiego, których nazwiska pisane są już cyrylicą. A więc do dzieła!

Przepiękne groby rodzinne, a między nimi nowe pomniki.

W połowie cmentarza widać było wielki biały pomnik. Widać było, że wojskowy. Myślę... pewnie pomnik Gerojom Ukrainy! ale podchodzę bliżej... i oczom nie wierzę...

Na nagrobku polskie orły...
a na tablicy napis: 
Tu spoczywa 49 żołnierzy polskich poległych w ciężkich walkach o wolność Ojczyzny w latach 1919-1920.
Cześć ich pamięci!
 Wow!! Zachował się taki piękny pomnik. Żałowałam, że nie mam przy sobie zniczy. Ale nadrobię przy najbliższej okazji.

Potem swoje kroki (samochodowe) skierowałam do Honoratówki, z której pochodzi rodzina jednego pana. Honoratówka to mała wioska pod Podwysokiem, z tym tylko że usytuowana jest jeszcze na terenie woj. stanisławowskiego, a Podwysokie znajduje się już za granicą województwa, czyli w woj. tarnopolskim. Okazało się, że cmentarz w Honoratówce został założony dopiero w 1981 r., a więc jest mało interesujący dla mnie. Interesujące mnie groby powinny być na cmentarzu w Podwysokiem. A więc jedziemy ;)

Podwysokie
 
Cmentarz znajduje się w niedalekiej odległości od kościoła - dawnej polskiej parafii, dziś greko-katolickiego. Na cmentarzu spotkałam kościelnego, który z zapałem ścinał krzewy i trawę na starej części cmentarza, obfitującej w polskie groby. Obiecał mi wpuścić mnie do kościoła, jak skończę fotografować.

Podwysokie

Zszedł wcześniej niż ja z cmentarza i bardzo cierpliwie czekał na mnie z pół godziny gdy ja, zupełnie o nim zapomniawszy, przedzierałam się przez krzaki, żeby odkryć tablice nagrobne. Jak ja nie lubię dzikiej róży :(

Potem byłam w Brzeżanach - również w ZAKSie. Na cmentarz brzeżański jeszcze nie dojechałam, bo w planach było odwiedzenie Narajowa. W Brzeżanach skręciłam w lewo i po jakiś 20 km dojechałam do Narajowa. W tym czasie pogoda zdążyła się już zepsuć, więc było zimno i mdło. Na ulicy nikogusieńko, nawet nikogo kto by się miał zdziwić mojej wizycie na cmentarzu.

Narajów

Cmentarz bardzo zarośnięty i zaniedbany. Mnóstwo grobów nie ma już swoich tabliczek, a więc tylko najbliźsi wiedzą, gdzie szukać rodzinnych grobów. Nie widać też nowych grobów, więc albo jest gdzieś także nowy cmentarz albo miejscowość powoli umiera. Brzydka pogoda i smutny cmentarz... :-/

"niech będzie..." - więcej nie da się już odczytać

Wróciłam więc do Brzeżan, przejechałam przez Glinną Lipę, obok dworca kolejowego i pojechałam na południe. Nie lubię wracać tą samą drogą. Pojechałam na Podhajce. Po drodze zabrałam po kolei dwie kobiety z dziećmi na stopa, chwilę porozmawialiśmy, miło było :)
Przejechałam przez Podhajce, a jak wyjeżdżałam z miasta w stronę Halicza, po drodze zauważyłam cmentarz. Tak, tak... widziałam go już wcześniej przejeżdżając tą drogą, ale teraz było nadal jasno, a ja w Stanisławowie byłam umówiona dopiero po 18-tej, więc miałam jeszcze czas. ;) To jak się tu nie zatrzymać ;)

Cmentarz przepiękny, choć światło już coraz gorsze do fotografowania. Na pewno wszystkich nagrobków nie zrobiłam. Ale napoczęłam... ;)

Podhajce

Zakochałam się w tej rzeźbie... Może dlatego jest mi bliska, że leży pod nią matka - kobieta w moim wieku, zmarła dokładnie 155 lat temu.

Tu spoczywają zwłoki Antoniny z Nesterowiczów Hammer? żyła lat 35, umarła 30.III.1856 r.
 A pod spodem epitafium:

Tutaj płacze mąż żony,
dzieci płaczą matki.
Co mieli najdroższego,
w tym się grobie mieści.

Wieczorem wróciłam do Stanisławowa zgodnie z założonym planem. Na karcie w aparacie było zrobionych 1044 zdjęć. :)

sobota, 3 grudnia 2011

W drodze: Cielądz i Biała Rawska

Dziś pojechałam do Rzeczycy koło Tomaszowa Mazowieckiego. Niby mazowieckie, ale to już województwo łódzkie. Wracając stamtąd zamierzałam podjechać na cmentarz do Białej Rawskiej, z której to niedawno przeglądałam księgi metrykalne, i gdzie miałam nadzieję na znalezienie pewnego nazwiska na tym cmentarzu.

Po drodze przejeżdżałam przez Cielądz. Wjechałam do miejscowości, a tam cmentarz, zaraz na początku, po lewej stronie ciągnie się mur cmentarny. I przychodzi myśl... zatrzymać się!

Jak się później okazało, to niejaki imć pan Sokolnicki musiał mnie puknąć w główkę, co bym się zatrzymała i sfotografowała jego nagrobek.


Nagrobek przepiękny, ale niestety przeznaczony do likwidacji. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można chcieć zniszczyć taki zabytek. Przecież na cmentarzu jest więcej miejsca, a ten pomnik nie jest bardzo zniszczony. Tzn. jest zniszczony, ale widziałam już nagrobki w gorszym stanie. A tu tabliczka:


Aż za serce chwyta... i boli...
Muszę znaleźć potomków rodziny Sokolnickich, co by ratowali dziedzictwo rodowe.
Jeśli znacie kogoś z Sokolnickich, to proszę o pomoc - powiadomcie o sprawie!

Sama bym chętnie zabrała dla siebie taki piękny nagrobek, ale niestety nie mam gdzie go postawić "na później" - na balkonie nie wyglądałby najlepiej ;)



A z drugiej strony cmentarza pięknie odnowione nagrobki rodziny Kurzewskich h. Topacz.

Czyli jak się chce, to można...

*                          *                             *

Do Białej dojechałam ok. 15:40, a więc robiło się już ciemno. Ale przecież z takiego błahego powodu nie będę rezygnować z odwiedzin na cmentarzu ;)

Najpierw było jasno...
Potem zaczęło szarzeć...
A na koniec całkiem ciemno ;)

Ale z dwóch cmentarzy jest około 200 zdjęć... ;)